Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
Darmowy program a...
O nauce instytucj...
Urodzaj na Akadem...
Jasełka akademick...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 5


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Tytułologia stosowana > I ty zostaniesz profesorem

Typowy wydział nauk ścisłych zatrudnia około 25 – 30 profesorόw. Ilu profesor powinien wypromować doktorantόw ? Jednego aby zastąpić samego siebie, jednego aby poszedł uczyć do collegu, ktόry w tej dziedzinie nie prowadzi studiόw doktoranckich i być może jednego do przemysłu lub do pracy redakcyjnej, czy rządowej. W najlepszym razie w przeciągu swojej kariery powinien wypromować trzech doktorόw, może pięciu jak dziedzina rośnie, ale żadna dziedzina nie rośnie przez cały okres życia profesora. Taką sytuację by można nazwać prostą zastępowalnością pokoleń. Są tacy profesorowie ktόrzy promują trzech, czterech co roku, czyli sześćdziesięciu i więcej w całej karierze. Nie robią tego z powodu złośliwości ale z powodu wymagań uniwersyteckiej administracji, dotyczącej ich kariery własnej, ktόrą się mierzy ilością publikacji wykonanych cudzymi rękami i ilością nieswoich pieniędzy przetransferowanych do uniwersyteckich kufrόw. W dziedzinie chemii rocznie na doktorόw czeka około 300 otwarć na pozycje uniwersyteckie we wszystkich typach uniwersytetόw, i około 200 w rόżnych innych miejscach razem 500. Absolwentόw jest 2600 co roku. Arytmetykę jest w stanie wykonać nawet ofiara kolejnych reform edukacji. W dziedzinach biomedycznych i biochemicznych jest więcej pozycji ale i więcej absolwentόw, w fizyce jest mniej absolwentόw ale jeszcze mniej pozycji. Wynika z tego że ok. 70% doktorόw nigdy nie dostanie pracy w zawodzie. Według organizacji fizykόw amerykańskich (American Institute of Physics) 60 % absolwentόw studiόw doktoranckich 7 lat po dyplomie była faktycznie bezrobotna. To znaczy albo zmienili kompletnie zawόd, albo pracują na tymczasowych pozycjach płaconych typu umowa – zlecenie. Pierwszą więc dorosłą decyzją po odebraniu dyplomu doktora powinna być zmiana zawodu. Tylko pytanie na jaki? Większość kończy doktorat jak jest w pόźnych latach dwudziestych lub nawet wczesnych trzydziestych. Część obiera strategię „a może się uda” i prόbuje składać aplikacje tyle razy ile ma okazję, część szuka zatrudnienia poniżej swoich kwalifikacji, co jak zawsze nie jest proste bo żaden szef nie ma ochoty mieć sfrustrowanego pracownika, pozostała i chyba najmądrzejsza część zapisuje się od razu do szkoły prawa, w tej dziedzinie pracy nie zabraknie a jak chwilowo zabraknie to się wyda nowe ustawy. Niektόrzy w takim stanie permanentnego szukania posady profesorskiej dociagają do połόwki lat czterdziestych albo jeszcze dłużej. W momencie gdy ich koledzy z liceum ktόrzy wybrali mało inspirujący zawόd księgowego i już mają taki staż że mogą iść na emeryturę oni w zasadzie dopiero szukają swojej pierwszej pracy.

Wspieranie nauki przez rząd federalny wykreowało system w ktόrym są tylko dwie role: profesora zwanego też poganiaczem niewolnikόw i doktoranta czyli niewolnika. Pan nie ma czasu się zajmować nauką, niewolnik zajmować się jeszcze nie potrafi. Cόż z tego że profesor jeździ na konferencje jak i tak nie ma o czym dyskutować bo nie rozumie sam tego co napisał, a student nie pojedzie mimo że rozumie bo nie jest profesorem. W ten sposόb obieg myśli zamarł całkowicie. W ostateczności nauką nie zajmuje się nikt a fakt że jest cokolwiek tworzone można raczej zrzucić na karb przypadku a nie planowanego efektu. W artykule, opublikowanym w tygodniku zajmującym się problemami szkόł wyższych „The Chronicle of Higher Education” w kasandrycznym tonie jeden z profesorόw biochemii pyta: „Czy mamy, my profesorowie, dość cywilnej odwagi aby powiedzieć że stworzyliśmy system ktόry przypomina finansową piramidę Ponziego, tylko ci ktόrzy do niej weszli na początku mogą zarobić, reszta ostanie się z bezwartościowym papierem w ręku, czyli dyplomem doktora”. „Washignton Times” pisze: „Kiedyś była niepisana umowa – poświęcasz najlepsze pięć lat ze swojego życia na napisanie doktoratu ale potem zaczynasz życie akademika. Nie zarobisz wielkich pieniedzy ale będziesz żył swoją pasją w otoczeniu podobnych intelektualistόw. W ostatnich latach układ został złamany, straciłeś czas, zostałeś w tym miejscu gdzie byłeś”. Inny profesor fizyki, sarkastycznie, w swoim artykule zatytułowanym – „Dlaczego nie warto być naukowcem”, stwierdza – „Znam więcej osόb co sobie zrujnowały życie przez doktorat niż przez narkotyki”. Jeszcze inny profesor mόwi wprost że czas na zmianę systemu, system się kręci dobrze i wydajnie ale tylko dlatego że zasilają go tabuny taniej imigranckiej siły roboczej, to najtańsze rozwiązanie dla podatnika. Ale tacy profesorowie to wyjątki. Cywilna odwaga jest wśrόd profesorόw amerykańskich nie bardziej często spotykana niż wśrόd profesorόw Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie roku 1952. Temat przyszłego zatrudnienia absolwentόw jest tematem taboo, a biuletynach uniwersyteckich stałym elementem są teksty o świetlanej przyszłości jaka czeka ich absolwentόw. Na wytłumaczenie można dodać że te biuletyny są co roku przedrukowywane z wydania roku poprzedniego i tak leci. Ale to co było prawdą w połowie lat 60-tych, obecnie jest już tylko prόbką humoru wisielczego, a generalne podejście do tematu zatrudnienia absolwentów jest w duchu jaskiniowego liberalizmu czyli winna jest ofiara, jak ktoś nie ma pracy to widać jest kiepski. Konsekwencja tego wniosku że przeważająca większość absolwentόw jest w takim razie kiepska umyka nowej logice systemu.



strony: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.044 | powered by jPORTAL 2