Warning: unlink(online_g/185.191.171.43) [function.unlink]: No such file or directory in /home/nfadddij/www/main.php on line 802
Niezależne Forum Akademickie

www.nfa.pl/

:: Analfabetyzm „fizyczny”.
Artykuł dodany przez: nfa (2006-07-24 02:53:28)

Edward Rydygier

Analfabetyzm „fizyczny”.


Na reformie systemu edukacji konsekwentnie realizowanej w naszym kraju najbardziej straciła fizyka, a przez to w ostatnich latach prestiż fizyków bardzo się obniżył. Twórcy reformy za podstawę ograniczania godzin i treści nauczania fizyki przyjęli, że uczniowie traktowali lekcje fizyki jako najbardziej nielubiany przedmiot. Stąd też pomysły, aby fizyka w celu zdobycia popularności w społeczeństwie wychodziła ze szkoły do muzeów, parków, mediów, czy wręcz dosłownie na ulice przez organizowanie różnych festiwali i pikników naukowych. Jednak, w ocenie środowiska nauczycielskiego, wyprowadzanie fizyki ze szkół nie wpłynęło na pogłębienie wiedzy fizycznej społeczeństwa. Najróżniejsze inicjatywy plenerowe związane z obchodzonym w zeszłym roku Międzynarodowym Rokiem Fizyki wykazały, że zainteresowanie fizyką jest powierzchowne. Uliczne pikniki naukowe przerodziły się w istne jarmarki, paradoksalnie stając się antypopularyzacją wiedzy fizycznej. Media, dawniej rzetelnie relacjonujące osiągnięcia naukowe i wspomagające popularyzację wiedzy, obecnie sprowadzają wiadomości o fizyce do poziomu ciekawostek i sensacji.
Twórcy i realizatorzy reformy systemu edukacji obniżając poziom nauczania i ograniczając nauczanie przedmiotów ścisłych nie wzięli pod uwagę ogólnego obniżenia poziomu mentalnego współczesnego społeczeństwa, paradoksalnie nazywanego społeczeństwem informatycznym. Współcześnie obserwuje się narastanie zjawiska analfabetyzmu funkcjonalnego, a nawet wtórnego (por. Joanna Tańska, „Kraj wtórnych analfabetów”, „Przegląd” z 22.03.2006 r.). Według badań międzynarodowych organizacji, takich jak PISA (Międzynarodowy Program Oceny Umiejętności Uczniów), czy OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) blisko 40 % Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rozumie w niewielkim stopniu. Jako powody tej degradacji intelektualnej podaje się: zanik nawyku czytania, bezrefleksyjne oglądanie telewizji oraz wzrastające ubóstwo znacznej części naszego społeczeństwa. Okazuje się jednak, że we współczesnym świecie wtórny analfabeta może bez większego wysiłku i bez przeszkód przejść przez życie, gdyż nie wymaga się od niego czytania gazet (informacji dostarczają mu telewizja i radio), nie musi pisać listów (listy zastąpiła rozmowa telefoniczna i SMS-y nadawane przez telefony komórkowe), życiorys czy podanie pisze rzadko, a i to według schematu, instrukcje obsługi, ulotki informacyjne dla ułatwienia zawierają przede wszystkim rysunki, a wiele czasopism dawniej starannie przygotowujące artykuły, obecnie ich pisanie sprowadza bardzo często do układania galerii zdjęć z podpisami. Analfabetyzmem wtórnym, i funkcjonalnym, zagrożeni są nawet absolwenci szkół wyższych.

Z badań OECD wynika, że co szósty magister w Polsce to analfabeta funkcjonalny. W badaniach porównano zdolności rozumienia tekstu i radzenia sobie z wyczytanymi informacjami u mieszkańców siedmiu państw: USA, Kanady, Polski, Niemiec, Szwajcarii, Holandii i Szwecji. W każdym kraju obserwowano ok. 3 tys. osób. Okazało się, że Polacy gubili się przy zrozumieniu tak wydawałoby się prostych tekstów użytkowych, jak rozkład jazdy pociągów czy mapka pogody (40 %). Trzy czwarte z nich nie dostrzegało związku między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi liczby wypadków). W rezultacie - na najwyższym piątym i czwartym poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego, tym samym Polska zajęła ostatnie miejsce w rankingu. W międzynarodowych testach na rozumienie czytanej treści nie lepiej wypada polska młodzież. W 2002 r. Międzynarodowy Program PISA przebadał 265 tys. 15-latków z 31 państw. W Polsce do testów przystąpiło 4 tys. uczniów, którzy mieli wykazać się zdolnością wyszukiwania informacji, interpretacji tekstu, refleksji i krytycznej oceny. Wyniki podzielono na pięć poziomów, tylko 6 % uczniów zakwalifikowało się do najwyższego poziomu, a 10 % nie spełniło wymogów najniższego poziomu. W rezultacie Polska zajęła 24 miejsce w rankingu, a w raporcie końcowym PISA znalazło się stwierdzenie, że co dziesiąty absolwent polskiej szkoły podstawowej nie potrafi czytać, a w szkołach zawodowych analfabeci wtórni stanowią jedna trzecią. Natomiast, odnośnie lansowanego przez entuzjastów postępu w zjednoczonej Europie można przytoczyć badania przeprowadzone przez Europejski Urząd Statystyczny Eurostat. Badania te wykazały, że co trzeci mieszkaniec Unii Europejskiej jest „informatycznym analfabetą”. Tego typu analfabetów najwięcej jest w Grecji – 65 %, Włoszech – 59 %, na Cyprze i w Portugalii (54 %), a najmniej w krajach skandynawskich: Danii i Norwegii (po 10 %), Szwecji (11 %). W Polsce jest ich 46 %.
Obniżenie prestiżu fizyki i ogólna niewiedza społeczeństwa o fizyce jest pożywką dla przekazów medialnych ośmieszających nie tylko fizykę, ale w ogólności naukę. Przykre w tym jest to, że przykładają się do tego intelektualiści pozujący na wysoce inteligentnych twórców o szerokich horyzontach poznawczych. Oto młody reżyser Konrad Niewolski, który, jak podaje prasa, należy do grona najbardziej kontrowersyjnych współczesnych twórców filmowych, nakręcił film „Job” z popularnym młodym aktorem Borysem Szycem. Reżyser w wywiadach deklaruje, że chce odbyć podróż w kosmos i zostać władcą wszechświata, którą zamierza zdobyć dzięki „wcielaniu teorii unifikacyjnej i zimnej fuzji.” Aktor Szyc (w filmie gra jednego z trzech „nierozgarniętych kolesiów” o pseudonimie Chemik – na szczęście nie Fizyk) broni pomysłów reżysera, a zwłaszcza jego „teorii” o byciu władcą wszechświata. Szyc stwierdza, że: „Przecież wielcy wizjonerzy też mieli takie pomysły. Dlatego należy przyjąć takie postacie z całym bogactwem ich osobowości” („Metropol”, 28.06.2006 r.). Z relacji o filmie wynika, że postacie grane przez Szyca i jego dwóch kolegów są tym wcieleniem teorii unifikacyjnej i zimnej fuzji, ale też recenzent podaje, że główni bohaterowie filmu to „pechowcy i psychole”. Jako fizyk jądrowy zwróciłem uwagę na ciągle funkcjonujący w sferze medialnej termin „zimna fuzja”. Tymczasem ten termin oznacza przecież jedno z głośnych oszustw naukowych. W 1989 roku chemicy Martin Fleichmann i Stanley Pons z University of Utah ogłosili odkrycie "zimnej" fuzji jądrowej, zachodzącej w temperaturze pokojowej, a nie w temperaturze milionów stopni, co jest warunkiem zainicjowania fuzji "gorącej", czyli syntezy lekkich jąder atomów w jądro ciężkie. Szybko okazało się, że nikt nie potrafi odtworzyć eksperymentu Fleichmanna i Ponsa, a oni sami wycofali się z niektórych rewelacji. Ostatecznie Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne ogłosiło ich "niekompetencję" i poważni naukowcy przestali się zajmować zimną fuzją. Nie było jednak oficjalnego potępienia w świecie nauki tego oszustwa, pewnie przez to, że wielu łatwowiernych naukowców (w tym niestety polskich też) naprawdę uwierzyło w rewelacje Fleichmana i Ponsa, a nawet uzupełniło ich pseudoteorię o swoje badania, a wielu nawet widziało sygnały świadczące o zainicjowaniu syntezy jądrowej w ciężkiej wodzie po ewentualnym (pomysł racjonalizatorski) podgrzaniu na podręcznej kuchence (sic!). To poniekąd tłumaczy twórców filmowych, którzy jako artyści nie znają się na naukach ścisłych. Przy okazji pragnę zwrócić uwagę na permanentnie wznawiany film pt. „Święty”, w którym: „Val Kilmer jako Simon Templar, czyli włamywacz na zlecenie jest na tropie zimnej syntezy jądrowej”. Film widziałem: Święty nie tylko jest na tropie, ale zimna fuzja eksploduje w zimie na Placu Czerwonym!

Już w 2004 r. raport Banku Światowego podawał, że zagrożeniem dla budowy w Polsce gospodarki opartej na wiedzy jest, oprócz braku powiązań między środowiskiem akademickim a przedsiębiorstwami i niskich nakładów firm prywatnych na badania i rozwój, ułomny system edukacji. Rzeczywiście uczelnie wyższe alarmują, że mają trudności przy naborze na przedmioty ścisłe, a politechniki podają, że nie są w stanie wykształcić dobrych inżynierów z niedouczonych w liceach studentów. Niektóre politechniki organizują nawet dodatkowe zajęcia z fizyki i matematyki, aby studenci nadrobili braki ze szkoły średniej, gdyż mają trudności w przyswajaniu wiedzy z przedmiotów technicznych. Okazuje się, że wbrew realizacji reformy, która preferuje wiedzę humanistyczną, rynek pracy potrzebuje specjalistów z dobrą znajomością nauk ścisłych. Analitycy Centrum Adama Smitha oceniają, że rośnie zapotrzebowanie na inżynierów i techników, gdyż to oni będą wpływać na rozwój nowej gospodarki, a nie specjaliści od marketingu czy psycholodzy.
Na zakończenie, aby nie było zbyt pesymistycznie przytoczę budujący przykład ucznia uhonorowanego przez prasę tytułem „Młodego Einsteina”. Chodzi o Michała Pilipczuka, ucznia klasy III A XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica w Warszawie, wielokrotnego laureata olimpiad przedmiotowych z fizyki, matematyki i informatyki. Został on wytypowany do udziału w Międzynarodowej Olimpiadzie Fizycznej w Singapurze, informatycznej w Meksyku i matematycznej w Słowenii. Michał zdobył już złoty medal w rywalizacji matematycznej w Atenach w 2004 r., a w Meksyku sięgnął po brąz a teraz liczy na złoto. Oprócz nauki poświęca swój czas na przygotowywanie innych uczniów do olimpiad i nauczanie ich metod rozwiązywania zadań. Planuje rozpocząć studia matematyczno-informatyczne na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. To oczywiście przykład bardzo zdolnego ucznia, ale pokazujący, że zdolny uczeń w przedmiotach ścisłych, gdy chce to, może i w obecnych systemie kształcenia posiąść rzetelną wiedzę, a nie poprzestać jak większość jego kolegów na opowieściach o fizyce.
Natomiast odnośnie kompromitujących nas na tle Europy i Świata wyników badań nad analfabetyzmem, przytoczę wyniki badań brytyjskiego naukowca, prof. Charlesa Lynna, z których wynika, że Polacy są jednym z najmądrzejszych narodów świata. Według jego badań najinteligentniejsi są, co prawda, Niemcy, ale drugie miejsce ex aequo zajmują Polacy i Holendrzy, a na samym końcu znajdują się narody południowej Europy: Francuzi, Turcy i Serbowie. No cóż, mędrzec to ktoś inny niż uczony, naukowiec, czy inny gruntownie wyedukowany obywatel. Wiemy o tym nie od dziś i faktem jest, że chociaż co trzeci z nas jest funkcjonalnym analfabetą, a co piąty uczeń oblewa maturę, nasz naród w sumie mądry jest. Przecież już historyczny test Stańczyka wykazał, że Polacy zdolnymi lekarzami są. Byleby tylko ta wrodzona mądrość uchroniła nas od realizacji przesłania wizjonera narodowego Konrada Niewolskiego, tzn. zdobycia wszechświata przez „wcielanie” teorii unifikacyjnej i zimnej fuzji. Moglibyśmy wtedy zdobyć władzę nad wszechświatem, a zdobywcę nie krytykuje się przecież za takie drobiazgi jak edukacja czy analfabetyzm. A krytykancki Bank Światowy zostałby wtedy wcielony karnie do NBP. Chociaż bez podporządkowania NBP rządowi (co jest ostatnio u nas usilnie lansowane przez czynniki rządowe), prezes NBP i Rada Polityki Pieniężnej mogliby krytykować rządową politykę edukacyjną produkującą analfabetów funkcjonalnych mających kłopoty przy wyliczeniu prostego procentu, nie wspominając już o procencie złożonym.

Edward Rydygier
Autor jest fizykiem jądrowym, nauczycielem fizyki, matematyki i informatyki, aktywistą Ogólnopolskiego Seminarium Dydaktyki Fizyki w Warszawie.





adres tego artykułu: www.nfa.pl//articles.php?id=279