Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 1


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Pomysły na poprawę jakości kształcenia > Co robić z masowością kształcenia? Propozycja terapii.

Waldemar Korczyński

Co robić z masowością kształcenia? Propozycja terapii.


Tekst ten jest kontynuacją mojego wcześniejszego tekstu o podobnym tytule. Napisałem w nim, że masowość kształcenia na poziomie pomaturalnym wygenerowała szereg problemów, m.in. :
Napięć w komunikacji student – wykładowca, gdzie ten pierwszy miewa problemy z zapytaniem drugiego o rzeczy, których nie rozumie.
Kłopotów w ocenie wiedzy studenta i problemy z wyjaśnianiem nieporozumień
Obniżający się tzw. poziom ogólny studentów.
Nieuwzględniającymi np. postępu technicznego formami przekazywania wiedzy.
W tym tekście spróbuję zaproponować pewne działania naprawcze. Nie wiem, czy są one realne, nie potrafiłbym też dowieść ich skuteczności, ani ulokować ich wśród znanych (moje propozycje tez nie są nowe) metod i środków poprawiających efektywność kształcenia. Ja staram się tylko wyartykułować moje doświadczenia oraz odczucia i wnioski z prowadzonych na te tematy rozmów. Co zatem możemy zrobić?
Co może zrobić student? Student może dziś wybierać uczelnię nie tylko w Polsce, lecz praktycznie w całej Europie. Dla większości jest to wprawdzie raczej iluzoryczne, bo mają problemy językowe, ale to się szybko zmienia. Na pewno nie grozi nam żadna dramatyczna masowa ucieczka studentów na Zachód, ale może okazać się, że pozostałe w kraju nawet 90% populacji nie zrównoważy tych 10% najlepszych, którzy wyjadą. Student może też spróbować dostosować się do obecnego systemu. Jeśli chce się naprawdę czegoś nauczyć, to o swoją edukację musi zadbać sam. Masowość i taśmowy system kształcenia wyklucza taki kontakt z wykładowcą, by ten ostatni mógł zasugerować np. literaturę dopasowaną do indywidualnych możliwości, wiedzy, czy choćby tylko zainteresowań studenta. W większych ośrodkach może skorzystać z biblioteki, ale w małych znajdzie tam na ogół dzieła o wartości archeologicznej lub typową masówkę, którą kupić może również w księgarni. O literaturę zagraniczną ani wiodące czasopisma nie ma co pytać. Może tez próbować korzystać z Internetu. Niestety, jeśli nikt nie podpowie mu jakich szukać haseł, jego szanse są tez raczej kiepskie. Może tez oczywiście zafundować sobie korepetytora, a na ostatnim roku „writera”, który na zamówienie napisze mu stosowną prace dyplomowa. Potem opiekun tej pracy, jeśli znajdzie czas aby ją przejrzeć, będzie główkował jakby tu udać, że bierze to za dobra monetę.
Co my możemy zrobić? Niestety, również niewiele. Jeśli chcemy (a na ogół chcemy) żyć na jakimś sensownym poziomie, to zasuwamy zwykle na dwóch (lub więcej) etatach, bo na jednym na głupie Kanary nie jest nas stać. Nie ma wiec czasu, aby zając się studentem, pogadać z nim o jego pojmowaniu naszych przedmiotów, jego odczuciach itp.. O jakiejkolwiek reakcji na takie sygnały, o pogadaniu o tym co on myśli tez nie ma czasu. Koszula bliższa jest ciału niż sukmana (Nie kwestionuję istnienia chlubnych wyjątków. Piszę jednak o standardach.). Zresztą nawet bardzo wyrobiony wykładowca miewa problemy z wymiganiem się od dodatkowych zajęć. Co zatem robimy? Po pierwsze zawalamy zwykle prace naukową. Nie myślę tu o nauce przez duże N, ale o zwykłym „odchamianiu się” np. na seminariach zakładowych czy poprzez lekturę czasopism. Napisanie od czasu do czasu czegokolwiek, to tez forma higieny intelektualnej, która dla wielu jest trudno osiągalna bo na zajęciach gada się nie o tym co nas interesuje, ale o tym za co nam (niekiedy dobrze) płacą. Jak się nic nie czyta ani nie pisze, to dość szybko dorównujemy poziomem studentom. Nie każdy może sobie na to pozwolić, ale wielu może i chętnie z tego korzysta. Możemy też zająć się estetyczną stroną wykładu czy ćwiczeń. Jeśli się sprężymy, to uda się schować omawiane treści za opakowanie (prezentacja w „Power Poincie”, wydrukowane dla studentów testy czy skomplikowana „obiektywna” formuła oceny, ale ładny krawat też się liczy) tak głęboko, że oszołomiony student uzna nas za najlepszego nauczyciela wszechczasów. O rachunku za sporządzenie prezentacji tez oczywiście nie zapomnimy (jeśli można, nie zawsze się to udaje). I tak naprawdę, to niewiele więcej można w tych warunkach zrobić. Duże możliwości daje „nauczanie konstruktywne”, np. ograniczanie się do nauczania kilku dobrze znanych algorytmów. Ucząc tego metodycznie, krok po kroku, mamy właściwie zagwarantowane zarówno dobre wyniki nauczania, jak i pozytywną ocenę studenta. Jeśli coś daje się np. zaprogramować, to nawet kiepski student się tego nauczy. Pochwalą nas więc przełożeni, bo sprawność nauczania jest wysoka, a studenci wystawia dobrą notę, bo mają poczucie, że coś umieją. Nie byłoby to takie złe, gdybyśmy jeszcze nauczyli ich, tak nielubianej teorii, na podstawie której te algorytmy zbudowano. Na to jednak nie ma już czasu (a często i – nie tylko studenckich – możliwości) więc poprzestajemy na przepisach pomijając ich uzasadnianie. Jest to postawa racjonalna; usiłując robić inaczej oberwiemy od szefa za niską sprawność nauczania i od studentów za „niejasny”, mało zrozumiały wykład. Na finansowanie jakiegoś dokształcania się liczyć raczej nie można. Jedyna forsa jaka na przeciętnej (przypominam; nie mówimy tu o kilku najlepszych) uczelni jest, to pieniądze na „robienie stopni i tytułów naukowych”. I to jest sensowne, bo rektor, który chciałby płacić za cokolwiek innego znajdzie się natychmiast miedzy młotem nędznego finansowania, a kowadłem „minimów kadrowych”. Możemy oczywiście robić za Judymów, ale ten facet chyba nienajlepiej skończył.



strony: [1] [2] [3] [4] [5]
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.116 | powered by jPORTAL 2