Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 5


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Tytułologia stosowana > W kolejce po tytuł – kiedy koniec?
Piotr Jaroszyński

W kolejce po tytuł – kiedy koniec?


Analiza materiałów zawartych w zbiorze LEX dotyczących sporu sądowego w sprawie zatwierdzenia stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora daje dość przerażający obraz systemu, który pozwala na dyskryminowanie polskich naukowców z racji personalnych, środowiskowych oraz ideologicznych. Dyskryminacja ta dokonywać się może „zgodnie z obowiązującymi przepisami”, dlatego osoby pokrzywdzone mają niewielkie pole manewru, i w praktyce prawie każda z nich musi przegrać, choć przez lata (!) łudzi się, że sprawiedliwość zwycięży. System ten został opracowany w czasach PRL-u, miał określone cele, a nade wszystko był tak skonstruowany, aby dać możliwość kontroli awansowania kadr naukowych nie tyle przez samo prezydium Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, ile przez władze komunistyczne. Dlatego właśnie ciało to było formalnie wszechwładne, praktycznie jednak podporządkowane partyjnej górze. Komuniści dobrze wiedzieli, jak ludzie nauki są wrażliwi na punkcie własnej kariery zawodowej, jak potrafią być zazdrośni, jak mogą występować przeciwko sobie (np. pisząc różne teksty). Tymi słabościami można było grać, dzielić środowisko, awansować „miernych, ale wiernych”, utrącać lepszych, ale niepokornych. A wszystko „zgodnie z prawem”. PRL to było przecież „państwo prawa”.
Powstaje jednak pytanie, dlaczego ta komisja się utrzymała po 89’ roku mimo zmiany nazwy z Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej (ckk) na Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych (ck), mimo że zmienił się ustrój? Zmienił się ustrój, ale nie nastąpiła dekomunizacja, nie tylko w życiu politycznym, ale również w nauce. Oznacza to, że marksiści lub wychowani na marksizmie naukowcy mogli poprzez komisję mścić się „zgodnie z prawem” na młodej kadrze naukowców reprezentującej odmienną wizję nauki.
Marksiści zawłaszczyli pojęcie nauki, zwłaszcza w sferze humanistyki. Ich koncepcja nauki bazuje na pozytywizmie i neopozytywizmie, ponieważ właśnie takie jej ujęcie jest wygodnym narzędziem do walki z chrześcijaństwem i zachodnim dziedzictwem kultury klasycznej. Do tej pory zdarza się, że na superrecenzenta pracy kandydata (do określonego stopnia naukowego) związanego z zachodnią kulturą chrześcijańską typuje się reprezentanta nurtu pozytywistyczno-marksistowskiego, dla którego jest to wyśmienita okazja, żeby się po prostu mścić, a recenzja przypomina bardziej donos niż rzeczową analizę dorobku wynikającą ze zrozumienia (i znajomości!) problematyki. Zresztą, jak można pisać recenzję, gdy wiadomo, że osoba, której rozprawa jest recenzowana nie ma prawa odpowiedzi na najbardziej nawet absurdalne (niefachowe) zarzuty? Czy taką recenzję można w ogóle nazwać recenzją naukową? Przecież recenzję winno się publikować po to, aby można było podjąć merytoryczną dyskusję.



strony: [1] [2]
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.112 | powered by jPORTAL 2